Wincenty Różański „Jaskółki odlatują, smutni poeci pozostają”

Marta Fox
Wincenty Różański – 4-01-2009 11:26:08

„Jaskółki odlatują, smutni poeci pozostają”

„kiedy miałem osiemnaście lat

chciałem być julianem sorelem

potem rastignackiem

potem bohaterem hłaski

w końcu zostałem poetą

zostałem nikim

ale bohaterzy pozostali w pamięci

codziennie jestem którymś z nich

i tak umrę jak bohater

powieści pt. Życie

które pisze za mnie epos

o człowieku który był wszystkim”

Tak pisał Wincenty Różański

Zmarł nagle w styczniową sobotę 2009 roku, w wieku 70. lat, w swoim mieszkaniu w Poznaniu, Wincenty Różański – poeta, przyjaciel Edwarda Stachury.

Różański uznawany jest przez wielu za jednego z najoryginalniejszych twórców, nigdy nie ulegającego prądom literackim, piszącego tak, „jak się oddycha”. Ostatnim jego tomikiem są „Posrebrzane pola słów”. W październiku ubiegłego roku, Różański obchodził w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu swój wieczór „70 wierszy na 70 – lecie”.

Był wiecznym dzieckiem, był tylko po to, by pisać wiersze. Do końca nie znał nawet wartości i roli pieniądza.

Są poeci, których podziwiam i nie czytam. Są tacy, których kocham i czytam. Są wreszcie tacy, których wiersze pamiętam. Do nich należy Wincenty Różański, do którego dotarłam poprzez Stachurę i paradoksalnie – to ze Stachury „wyrosłam”, nie z Różańskiego. „Już koniec wakacji, czas zdjąć opaleniznę” – przypominam sobie fragment wiersza tego poety z tomiku „Wszystko nie to”. Tytuł jakby nie z Różańskiego, zbyt jednoznacznie pesymistyczny. Poprzednie wyrażały jakieś życzenia i więcej w nich było nadziei: „Przed czerwonymi słońca drzwiami”, „Mieszkam w pogodzie”, „Światłolubne”, „Wiersze dzieci”, „Nam ciszy, wiatru potrzeba”, „Bądź pozdrowiona, chwilo”.

To Różański uczył mnie „rozgryzać świat jak jabłko”, to Różański przypominał mi w każdy pierwszy dzień jesieni, że „nie jest jeszcze za późno na wszystko”. Również dzięki i dzięki niemu wierzyłam, że twórczość to dialog i że nie wszyscy twórcy bywają samotnymi prorokami zżeranymi przez swoje dzieło. Łudziłam się tą myślą, czytając Anne Sexton, Sylvię Plath, Emily Dickinson, Franza Kafkę i Rilkego. Poddawałam się apolińskiej pogodzie i franciszkańskiej prostocie wierszy Różańskiego, pozwalałam sobie na wzruszenie i równie często, jak bohater jego wierszy – nie wiedziałam „dokąd pójść, jakie odkrywać szlaki”, bo „głowa się toczy ujściem, a w sercu kwitną maki”. Maki Różańskiego rozkwitały we mnie prawie tak jaskrawo, jak maki Achmatowej („zasnąć stroskaną/ wstać zakochaną /zobaczyć czerwień maków”). Dostrzegałam w wierszach Różańskiego ład, urodę i okrucieństwo świata, codzienność i dużo dobrych uczuć, trochę lekkiej ironii. Nie drażniły mnie jego banalne rymowanki i nie zastanawiałam się nigdy nad tym, gdzie u poety przebiega granica miedzy tym, co jarmarczno – odpustowe a wysokie

Wincenty Różański – dotknięty skrzydłem anioła, dźwigający swój „garb pełen róż i przyzwyczajeń”. Różański z metaforą w oku. Różański siedzący na kamieniu z rękami załamanymi, jak świątek, „poddający życie wspólnemu marzeniu”. Różański, próbujący „odmotać zamotany wątek” i marzący o tym, by się przemóc i napisać coś pięknego ” o ziemi o Stedzie o narodzie”. Pozwalający sobie śnić i nie pozwalający odbierać luster. Roniący łzy, gdy w lasku bulońskim drzewom podcięto żyły. Całkiem duży chłopiec. Różański. Taki właśnie.

Myślę o samotności poety. O samotności każdego twórcy. Picasso mówił: – „niczego nie można dokonać bez samotności” Biografie innych twórców tę myśl potwierdzają. Twórczość z wolna oddziela ich od wszystkich i odrzuca daleko. Przychodzi taki moment, że nie można już oderwać się od siebie, a więc i uciec od samotności. W którymś z poprzednich tomików poeta napisał: „wiatr się zerwał, warto pożyć znowu”. A teraz mówi:

„słaby jestem człowiek

w duszy siwizna

w głowie zamęt (…)

kochać nie umiem

wiatr poplątał wszystko”

A więc to wiatr poplątał wszystko. Ten sam, który kiedyś dodawał energii. Jeszcze i teraz jest w poecie pragnienie: „w ten wieczór pójść gdzieś i uciec / biec do krańca aż do upadku / żeby odleciał z dymem smutek” …

Ale to pragnienie zabija świadomość, że: „kości zostały i skrzydła/ nie wzbiją się w górę”.

Wiersze Różańskiego to próba oswojenia wszystkiego, co nie stało się tym, czym być mogło. Wiersz, będący obrazem spotkania z „bratem” w niebieskiej stodole – raju, przypomina nam Różańskiego z czasów dawniejszych. Na to spotkanie przyjdzie poeta z piwem, bułką, kwiatem i zatańczy polską polkę. W tym wierszu, podobnie jak i w innym zaczynającym się od słów: „kiedy miałem osiemnaście lat”, Różański jest znów chłopcem, który wierzy, że „jaskółki odlatują, smutni poeci pozostają”.

Marta Fox, parnas.pl

 


>> RSS 2.0 feed. >> trackback >>

AddThis Social Bookmark Button

Comments are closed.