Marta Fox: Barbara Doniec – musiałam to napisać

Marta Fox

Barbara Doniec – musiałam to napisać

Basia – Barbara Doniec. Poetka, matka, babcia, inżynier, koleżanka, sąsiadka, teściowa. Uważa, że Los ją nagrodził, spłatał jej figla, bo podesłał słowa, które zaczęły się układać w wiersze. W szkole średniej lubiła je czytać. Potem studia i praca podsuwały inne lektury. Coś tam czasami łomotało, skrzeczało, kwiliło. Ale zawsze było dziesięć innych spraw, pilniejszych od owego kwilenia, więc słowa uciekały dwa metry pod niebo. Być może Barbara je widziała, być może wzrokiem kierowała je ciągle w tę samą niszę i godziła się, by tam, dwa metry pod niebem się gromadziły. Na co one komu i po co, ale niech będą. Być może inni w tym czasie gromadzili rzeczy. Oczywiście fantazjuję, ale nie do końca. Bo przecież przyszedł dzień, w którym Barbara spostrzegła, że gromadzone przez lata słowa zmieniły swoje miejsce, znalazły się dwa metry nad ziemią. Można było podskoczyć i zagarnąć je, ułożyć w „chwile, które nie chcą zmieścić się w albumie”.

I tak powstał pierwszy cykl wierszy.

Polubiłam je, patrzyłam jak powstają, jak zmieniają kształt, jak zbędne słowa, najczęściej przymiotniki, są przez Barbarę wyrzucane, by nie przegadać istoty. Te wiersze to zwierzenia na temat chwil, które minęły, bo czas nie próżnuje. Ale skoro i pamięć nie próżnuje, więc można zatrzymać chwile w słowach, podobnie jak błysk flesza zrobił to z sytuacjami przy stole, w ogrodzie, na wycieczce. Fotografie tkwią w albumie, można zobaczyć siebie sprzed lat wielu, w tamtej bluzce, której już nie ma, ciebie w tamtej koszuli, której też już nie ma. Emocje z nimi związane pozostały, „zdziwiły” się w wiersz:

Twoje koszule
i moje bluzki
nigdy razem
nie wisiały
w tej samej szafie

nigdy razem
nie leżały
koło siebie
na jednej półce

ale kiedyś
spotkały się
zdziwione

jedna na drugą
w bezładzie
rzucone
na podłogę

I tak nadszedł dzień, w którym Barbara Doniec dotknęła książki, okładki, a potem nadszedł dzień premiery: 11 września 2001 roku. W takiej chwili promować książkę? Czytać poezję? A któż będzie jej słuchał? Cóż więc robić? Pamiętać o przykazaniu filozofa: choćby się jutro miał skończyć świat, ja dzisiaj posadzę swoje drzewo? Poddać się rutynie codzienności, która ratuje życie? Godzina 17.00, powitanie gości w Salonie Literackim, promocja książki Barbary wedle przygotowanego scenariusza? I tak właśnie się dzieje.

Goście przychodzą, witają się, uśmiechają, ale tak jakoś nie do końca. Widziałaś? Słyszałeś? – pytają. Nie komentują przerażenia przymiotnikiem. Żadnym. Wszystkie stały się nagle zbyt nędzne. Wszystkie przymiotniki w tym dniu umarły. Rozmawiamy o poezji i o tym, jak chwile znikają. Może myślimy o tym, jak kruchy jest świat. Wystarczy chwila i to, co nasze, przestaje być nasze. Składamy gratulacje autorce. Wracamy do domów, które jeszcze nie zniknęły. Albo i nie wracamy. Ja nie wracam. Oglądam w kinie „Światowid” film „Requiem dla snu”. „Po obejrzeniu tego filmu nie będziesz już tą samą osobą” – czytam w ulotce. Ten film jest antycypacją mającej nadejść Apokalipsy. Powinnam go zobaczyć wczoraj. Dzisiaj american dream zderzył się z rzeczywistością. Wychodzę z kina, ogłuszona tym, co tam i tym, co dzisiaj.
W samochodzie coś rzęzi – mówię. – To dusza Ci rzęzi – mówi moja córka. Rano sprawdzam. Tłumik do wymiany. Życie się toczy. Co się wydarzyło 12 września? Nie pamiętam. 11 września, wtorek, pamiętam dokładnie: promocja książki Barbary Doniec, film „Requiem dla snu”. I jeszcze przymiotniki skapitulowały.

Od tamtego czasu Barbara Doniec wydała kolejne książki poetyckie: Inny wieczór, Musiałam tu przyjść.
Za każdym razem mówi, że już nic więcej nie napisze, bo słowa nie chcą jej słuchać i że nic już w niej nie ma ciekawego. Życie jednak pisze własne scenariusze, które zmuszają do refleksji, a te układają się w zwrotki.
Oto na przykład wiersz pisany w marcu 2009 roku:


W lśniącym papierku

 

Wąż we mnie

się zwija

obmyśla odwet

niczym grzech

 

w koszmarnym śnie

nogę za nogą

wyciągam z błota

 

żując zemstę

jak piołun

w lśniącym papierku

 

02.2009

 


Barbara Doniec, Dwa metry nad ziemią, dwa metry pod niebem, Miejski Dom Kultury „Koszutka”, Katowice 2001.


>> RSS 2.0 feed. >> trackback >>

AddThis Social Bookmark Button

Comments are closed.