Roman Maciuszkiewicz – O symetrii.

Roman Maciuszkiewicz
O symetrii

W sztuce – tak jak ją rozumiem – jest więcej wątpliwości niż pewników; więcej pytań niż odpowiedzi, więcej niedomówień, zastanowień i zagadek. Świadome działanie wchodzi w relacje z impulsem, wiedza z przeczuciem. W miarę upływu czasu pewne intuicje nabierają cech pewników, stają się na tyle ważne, by nadać im ramy werbalnej refleksji. Symetria – elementarne zagadnienie, elementarna konstrukcja, proste rozstrzygnięcie, prosty zabieg kompozycyjny. Towarzyszy mi od dawna – obecna w moich obrazach wystarczająco długo i występująca zbyt często, zbyt prosta i zbyt skomplikowana zarazem, by przejść nad nią obojętnie.
Astrofizyka dowiodła, że pewna, uchodząca do niedawna w nauce za bardzo ważną, symetria, która pozwala na porównanie świata z antyświatem – nie jest zachowana. Świat jest asymetryczny, ale porządkuje go symetria. Sztuka od dawna już jest nieuporządkowana, ale trafia się w niej nadal symetria. Obecna od najstarszych przejawów ludzkiej, twórczej aktywności; w rzeźbie, zdobnictwie i malarstwie. Porządkuje i uspokaja, scala i łagodzi. Pozwala na antynomie i przeciwieństwa; łączy, ale pozwala także na skrajności. Często na nich opiera swą siłę. Często wydaje się być reakcją na chaos otaczającego nas świata, na jego nadmiar i na jego zbędność.
“Symetria jest estetyką głupców” – to słowa bodajże Picassa. A zatem podpisuję się skromnie pod rzeszą głupców Persji, Asyrii, Babilonu, Grecji, średniowiecza, renesansu, klasycyzmu; pod ich wizją świata zamkniętego w lustrzanych odbiciach, w podwójnej obecności. Pod zagadkowymi postaciami na bramach nie istniejących murów Babilonu, pod spokojem spojrzeń greckich rzeźb, pod portalem katedry w Chartres, pod prostotą bogobojnych przedstawień Chrystusa w mandorli i pod tronującymi madonnami. Patrzę na stworzone przez tych głupców postaci, na ludzi i zwierzęta tkwiące nieruchomo naprzeciw siebie, oddzielone niewidzialną linią osi, obrócone i zamknięte wokół zastygłej w czasie linii; skonstruowane wzdłuż tej linii, osadzone w niej i w przestrzeni pozornie pozbawionej ruchu…
Nie interesuje mnie symetria wyłącznie jako estetyczny walor, sposób zakomponowania obrazu. Interesuje mnie jako uspokojenie emocji, jako szczególny ich wyraz, także jako zapowiedź emocji… Obraz malarski, oparty na kompozycji symetrycznej, nabiera niepokojącej dwuznaczności. Zamyka się malarsko, wedle pewnej zasady, wedle bardzo czytelnych reguł –otwiera się natomiast niepokojącą, potencjalną siłą. Jest chwilowym oddechem, zatrzymaniem zaledwie; jego utajona siła drzemie gdzieś na styku rozłożonych układnie elementów i ich relacji, statyki i potencjalnego ruchu, osi i jej zachwiania. Absolutna symetria – w malarstwie – bywa bardziej niepokojąca, niż spełniona do końca ekspresja.
Wiem, a w każdym razie wydaje mi się, że wiem i rozumiem – w historycznym, estetycznym, pedagogicznym, społecznym znaczeniu – czym jest malarstwo i malarski obraz. Wiem, jakimi prawami rządzi się jego budowa, jaką rolę powinny pełnić jego podstawowe składniki… ale, na szczęście, nie wiem do końca czym malarstwo jest naprawdę, na czym polega jego najgłębszy sens, siła i tajemnica. Wiem to intuicyjnie i ta wiedza jest dla mnie całkowicie wystarczająca.
Roman Maciuszkiewicz
www


>> RSS 2.0 feed. >> trackback >>

AddThis Social Bookmark Button

One Response to “Roman Maciuszkiewicz – O symetrii.”

  1. [...] O symetrii [...]