„Zawsze wszędzie indziej” – Bogdan Prejs rozmawia z Maciejem Meleckim.

Powrót

 


Najpierw był bunt, potem opisywanie rzeczywistości, teraz – wnikanie w jej mechanizm. Impuls dali kaskaderzy

Ukazała się książka Macieja Meleckiego „Zawsze wszędzie indziej”. Jest to wybór wierszy z jego dotychczas tomików.

 Maciej Melecki

Gazeta Mikołowska: Pamiętasz pierwszy wiersz, który przeczytałeś, choć nie musiałeś?

Maciej Melecki: Miałem 16 lat, gdy ukazała się książka „Kaskaderzy literatury”. Pomieszczono w niej utwory polskich pisarzy określanych mianem „przeklętych”. Przeczytałem ją całą. Najbardziej wciągnęły mnie wiersze Andrzeja Bursy. Urzekł mnie jego styl poezjowania nastawiony na buntownicze opisywanie relacji ze światem oraz prosty język przemawiający do wyobraźni młodego człowieka.
– Myślałem, że wspomnisz raczej Wojaczka…
– On się pojawił trochę później. Poezja Wojaczka była dla mnie jeszcze zbyt skomplikowana, bardziej przemawiały do mnie treści nastawione na dosłowność. Jednak już sama lektura jego wierszy wystarczyła, by na stałe zagościł w moim umyśle i emocjach.
– Rozumiem, że pierwsze swoje wiersze napisałeś właśnie pod wpływem „Kaskaderów”.
– Poznanie twórczości Bursy i Wojaczka było impulsem, który uwolnił to, co musiało we mnie drzemać. Te pierwsze moje wiersze były nieporadne i kalekie, ale ziarno posiane zostało właśnie wtedy.
– W końcu jednak wyszedłeś ze swoją poezją na zewnątrz…
– Postanowiłem wysyłać wiersze do prasy literackiej. W 1991 roku zadebiutowałem jednym z nich w piśmie „DeLirnik”. W tym samym czasie współredagowałem dodatek kulturalny do miesięcznika „miarka”. W 1993 roku powstała w Mikołowie grupa poetycka Nowy Sezon, której członkiem zostałem. Również w roku 1993 zająłem II miejsce w konkursie im. H. Poświatowskiej w Częstochowie. Pojechałem tam z kolegami ze studiów: Bartłomiejem Majzlem i Wojtkiem Kuczokiem. Pierwszy raz zobaczyłem równocześnie wielu znanych poetów – Tadeusza Sławka, Juliana Kornhausera, Piotra Sommera, Marcina Świetlickiego, swoich rówieśników Dariusza Sośnickiego i Mariusza Grzebalskiego. Dzięki obecności w Częstochowie wpadłem w sam środek młodego życia literackiego. Wkrótce odbył się w Mikołowie I Konkurs Poetycki im. Rafała Wojaczka i tym razem poeci z całej Polski przyjechali właśnie do nas. To wszystko miało swoje następstwa. W roku 1994 założyliśmy z Majzlem, Kuczokiem i Grzegorzem Olszańskim grupę Na Dziko, a wkrótce ukazała się antologia „Inny świt”, zawierająca wiersze nasze i innych młodych poetów.
– I tak oto pojawiło się w Polsce nowe pokolenie poetyckie…
– …bo poprzednie połamało już pióra. Wiersze tworzone przez nas oznaczały się nowym językiem i odnosiły do nowych realiów. Łączyła nas jedna podstawowa cecha – wszyscy odwiesiliśmy rozumienie poezji jako powinności. Słowo nie było przez nas traktowane jako instrument do nadawania innych treści zawartych w podtekstach. My, kiedy przedstawialiśmy rzeczywistość, to nie imiennie, lecz uniwersalizowaliśmy ją.
– Ty byłeś już wtedy po publikacji debiutanckiego arkusza „Zachodzenie za siebie”, zaś w 1995 roku, jak to ktoś skrupulatnie wyliczył, stałeś się najczęściej drukującym w prasie polskim poetą. Spróbuj z perspektywy czasu scharakteryzować swoje ówczesne wiersze.
– Najprościej mówiąc, były przeciwstawieniem wydumanej i oderwanej od życia poezji będącej sztuką oddającą jakieś stany za pomocą języka, który nic nie mówi. Mnie chodziło o połączenie poetyckiej formy z językiem komunikatywnym, codziennym, wręcz kolokwialnym. Ważna dla mnie była swoboda wyrażania, ukazywanie rzeczywistości poprzez opisywanie jej wycinków, które stawały się metaforą świata.
– W 1999 roku ukazała się twoja książka „Zimni ogrodnicy” zawierająca już odmienny sposób poezjowania. Z czego wynikła taka zmiana?
– W pierwszych książkach zmagałem się z namacalną rzeczywistością, oswajałem ją i porządkowałem, ale z biegiem czasu ten moduł się we mnie wypalił. Przestało mnie satysfakcjonować opisywanie rzeczywistości, zaczęło fascynować wnikanie w jej mechanizmy, a do tego potrzebne mi było znalezienie nowej formy wyrazu. Wbrew pozorom, nie zmieniła mi się świadomość, lecz jedynie akcesoria poprzez zastosowanie bardziej pojemnego języka – wszak dotychczas skupiałem się na pojedynczych detalach, a teraz zaczęła mnie zajmować wielowątkowość.
– Od 15 lat jesteś aktywnym uczestnikiem życia literackiego w Polsce. Czy to stało się dla ciebie sposobem na życie?
– Jak najbardziej. Z literaturą stykam sie codziennie, ona potrzebna jest mi do życia w sensie egzystencjalnym i mentalnym, całe moje myślenie jest nią determinowane.
– Czy ma na to wpływ Mikołów, w którym według wielu tkwi genius loci sprawiający, że poetów jest tu proporcjonalnie więcej niż w jakimkolwiek innym miejscu w Polsce?
– Tu rzeczywiście panuje sprzyjająca im atmosfera, ale ona nie wynika z nadprzyrodzonych sił. Po prostu w Mikołowie istnieje aktywne życie literackie, regularnie odbywają się imprezy, organizowane są spotkania autorskie. Tak może być wszędzie, ale tutaj udaje się to robić, bo są ludzie, którym chce się tym zajmować. Dzięki temu pojawiają się coraz to nowi młodzi ludzie piszący wiersze, z czego wielu przyjeżdża tu z odległych nawet miast. Mikołów stał się swego rodzaju centrum literackim Śląska. To fantastyczna reklama dla naszego miasta.
BOGDAN PREJS


Dossie
Maciej Melecki (1969) opublikował arkusze poezji: „Zachodzenie za siebie” (1993), „Dalsze zajścia” (1998) i „Panoramix” (2001), tomy: „Te sprawy” (1995), „Niebezpiecznie blisko” (1996), „Zimni ogrodnicy” (1999), „Przypadki i odmiany” (2001) oraz „Bermudzkie historie” (2005), a także wybór wierszy „Zawsze, wszędzie, indziej” (2008).Powrót

 


Gazeta Mikołowska

Wszystkie publikowane przez nas w tej rubryce materiały można znaleźć w papierowej wersji w Gazecie Mikołowskiej, której redakcja portalu Rekomendacje.net bardzo dziękuje za ich udostępnienie.


>> RSS 2.0 feed. >> trackback >>

AddThis Social Bookmark Button

One Response to “„Zawsze wszędzie indziej” – Bogdan Prejs rozmawia z Maciejem Meleckim.”

  1. […] „Zawsze wszędzie indziej” – Bogdan Prejs rozmawia z Maciejem Meleckim. […]